Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytule
Szukaj w zawartości
Szukaj we wpisach
Szukaj na stronach
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytule
Szukaj w zawartości
Szukaj we wpisach
Szukaj na stronach
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytule
Szukaj w zawartości
Szukaj we wpisach
Szukaj na stronach

Dlaczego zamkniesz swoją szkołę językową w ciągu roku od jej otworzenia?

zamkniesz swoją szkołę językową

Wbrew pozorom wcale nie twierdzę w tym artykule, że napewno zamkniesz swoją szkołę językową w ciągu roku. Twierdzę jednak, że masz na to ogromne szanse. Statystycznie. Statystyki podają, że 80% polskich firm zamyka się w ciągu dwóch pierwszych lat działalności. Z moich własnych obserwacji wynika, że szkoły językowe pojawiają się błyskawicznie jak grzyby po deszczu i równie szybko znikają. Swoją małą szkółkę językową założyłam jakieś siedem lat temu (o moich początkach przeczytasz w tym wywiadzie). W ciągu tego krótkiego czasu miałam okazję zaobserwować otwieranie i zamykanie co najmniej dwudziestu konkurencyjnych placówek w najbliższej okolicy. Większość z nich nie przetrwała jednego roku.

Jeżeli już wystarczająco wyprowadziłam cię z równowagi, nie czytaj dalej. Jeżeli jednak chcesz się dowiedzieć, co może pójść nie tak w procesie otwierania i prowadzenia własnej szkoły językowej; jeżeli interesuje cię na co warto, a nawet trzeba uważać, zapraszam do lektury na temat błędów, które potencjalnie popełnisz w pierwszych (i nie tylko) miesiącach funkcjonowania twojej własnej szkoły językowej.

1. Przeszacujesz popyt

Wydaje się, że na usługi związane z nauką języków, a szczególnie języka angielskiego, jest nieustający popyt. Rodzice w zasadzie z rozpędu zapisują dzieciaki na kursy językowe, firmy fundują języki swoim pracownikom w charakterze benefitu, ludzie chętnie przychodzą na konwersacje przed wakacjami…

Ten pęd do nauki może wystygnąć momentalnie. Wystarczy ot pandemia wirusa: chudszy portfel i brak wakacyjnych planów mogą twoim potencjalnym klientom szybko podpowiedzieć, że kurs językowy wcale nie jest taki bardzo potrzebny.

Z pewnością niezawodną receptą na szybką śmierć biznesu jest oczekiwanie popytu na usługi językowe tam, gdzie go nie ma i na przykład otwieranie szkoły językowej dla młodzieży szkolnej na osiedlu zamieszkiwanym głównie przez osoby starsze lub startowanie z placówką specjalizującą się w mało popularnym języku w niedużej miejscowości.

Ale może, podobnie jak wiele szkół, które zamkną się szybciej niż się otworzyły, kusi cię, żeby spróbować wejść na rynek, na którym już jest pełno szkół o ugruntowanej pozycji?

2. Nie doszacujesz podaży

To że na twojej dzielni jest całe zatrzęsienie szkół językowych, wcale nie oznacza, że znajdzie się tu miejsce dla jeszcze jednej. Jeżeli nie jest to dzielnica gwałtownie się rozrastająca lub nie wydarzył się tu niedawno upadek dużej placówki, prawdopodobnie rynek jest wysycony w stu procentach i już toczy się na nim zacięta walka o klienta. Ciężko będzie ci się tu przebić. Jeżeli nie jesteś twardym graczem, być może zamkniesz swoją szkołę językową zanim dotrwasz do końca roku.

Podobnie rzecz będzie wyglądała na rynku kursów językowych dla firm: konkurencja jest duża, zarówno ze strony ogólnopolskich gigantów, jak i pomniejszych szkół, a także ze strony… szkół prowadzących zajęcia online.

No właśnie, może online? Nie zapominaj, że dzięki koronawirusowi nawet ostatnia Ciotka Klotka nauczyła się prowadzić lekcje w tej formie. Wielu nauczycieli i właścicieli szkół deklaruje, że zamierza się w najbliższym casie rozwijać w tym kierunku – na rynku zajęć online może się wkrótce zrobić dużo ciaśniej, niż się wszyscy spodziewają.

3. Nie docenisz konkurencji

Masz przekonanie, że nawet na bardzo wymagającym rynku pokonasz całą konkurencję świetlnym mieczem swojej wspaniałości? Uważaj! Może i masz świetne przygotowanie merytoryczne, ale oni mogą mieć lepszy marketing. Może i masz marketing na piątkę, ale oni są doskonali w sprzedaży. Może masz pierwszorzędne wyniki sprzedażowe, ale obsługa posprzedażowa kuleje u ciebie na tyle, że klienci odchodzą tam, gdzie ich telefony odbiera pani o miłym głosie, a podczas lekcji serwowane są ciasteczka. Pól, na których ktoś może być od ciebie atrakcyjniejszy, jest całe mnóstwo.

Dodatkowo – niestety – konkurencja może zniżyć się do chwytów poniżej pasa, na przykład do szerzenia fałszywych plotek na temat twoich kursów, czy twoich kompetencji. Czy jesteś gotów odeprzeć taki atak?

4. Zapomnisz o określeniu swojej grupy docelowej

Zwłaszcza na początku nie warto chwytać wszystkich srok za ogon. Próbując jednocześnie promować szkołę wśród rodziców dzieci w wieku przedszkolnym, układać program dla grup uczniów dorosłych i rekrutować nauczyciela japońskiego, prawdopodobnie niczego nie zrobisz porządnie. Lepiej zastanów się, kto będzie podstawowym klientem twojej szkoły i skup się na nim.

Wiedząc, czy twoim najważniejszym klientem będą rodzice dzieci z pobliskiej podstawówki, czy też menedżerowie wyższego szczebla w największych ośrodkach miejskich w kraju, będziesz w stanie przygotować odpowiednią promocję, określić sposób i miejsce prowadzenia zajęć (może wcale nie jest ci potrzebna wypasiona siedziba), ustalić rozsądne ceny oraz zrekrutować odpowiednich pracowników.

5. Nie określisz profilu swojej szkoły.

Jesteś tani, czy upscale, nowoczesny, czy raczej tradycyjny, stawiasz na indywidualny kontakt z klientem czy przekonujesz go do chodzenia na zajęcia w dużej grupie. Prowadzisz zajęcia w firmach, czy w szkołach i przedszkolach? Jeżeli nie określisz profilu swojej szkoły, nie będziesz w stanie ustalić sensownej polityki cenowej, zrobić odpowiedniej promocji, ani nawet przeprowadzić właściwej rekrutacji.

6. Obierzesz niewłaściwą politykę cenową.

Szkoła językowa to nie korepetycje udzielane w kuchni u mamusi. Otwierając szkołę zaczynasz ponosić koszty: najmu, wynagrodzeń, księgowości, energii, zaopatrzenia itp. Ta usługa musi kosztować i jej cena jest zależna od kilku czynników.

Polityka cenowa twojej szkoły powinna być ściśle skorelowana z rodzajem grupy docelowej oraz z profilem szkoły. Jeżeli oferujesz kursy składające się w głównej mierze z pracy na platformie e-learningowej, możesz sobie pozwolić na kuszenie klienta niską ceną. Jeżeli jednak ponosisz tradycyjne koszty zatrudniania lektorów, nie baw się w agresywną walkę cenową, a tym bardziej nie próbuj ceną konkurować ze szkołą, która automatyzując większość swoich procesów, obniżyła koszty do nieosiągalnego dla ciebie poziomu. Może się okazać, że nie zarobisz nawet na swoje wydatki. Zamiast tego spróbuj konkurować czymś innym.

7. Nie wiesz jaką masz przewagę konkurencyjną

Jakąś przewagę konkurencyjną ma każdy, a zwłaszcza twoja konkurencja. A więc jaka jest twoja? Cena? Uważaj! Jak wspomniałam wyżej, na tym bardzo łatwo jest się wyłożyć. Może w takim razie świetne wyposażenie placówki: od gier planszowych po podłogę interaktywną? Może wieloletnie doświadczenie i wyśmienite wyniki przygotowywanych przez ciebie maturzystów? A może domowa atmosfera i ciepłe podejście lub unikalny australijski akcent lektorów? Na pewno jest coś, co cię wyróżnia. Co?

8. Dasz ciała z promocją

Jeżeli nie wiesz, kto jest twoją grupą docelową, nie masz konkretnego profilu szkoły, nie znasz swojej przewagi konkurencyjnej i nie przemyślałaś polityki cenowej, to na skuteczną promocję nie masz najmniejszej szansy.

Ale nawet jeżeli wszystko masz dokładnie przemyślane, wciąż może się zdarzyć, że promocja cię przerośnie. Wystarczy, że zaniedbasz kluczowy na twoim rynku kanał komunikacji z klientem: na przykład nie zareklamujesz swojej szkoły podczas dorocznego pikniku z okazji Dnia Dziecka, na którym lokalna społeczność tradycyjnie wybiera usługi na przyszły rok szkolny.

Może się też zdarzyć, że źle rozplanujesz swój marketingowy budżet i po wydaniu ogromnych pieniędzy na ulotki, zechcesz  zainwestować w reklamę na Facebooku, ale nie będziesz już mieć z czego.

Możesz też popełnić szereg innych błędów: nazwać szkołę w sposób niezrozumiały i nie do wymówienia dla twojego klienta (ja tak zrobiłam), rozpocząć promocję zbyt późno, lub wprowadzać klienta w błąd upodabniając swoją komunikację wizualną do komunikacji konkurencyjnej szkoły (np. te same kolory logotypu).

9. Wpadniesz w szał zakupów

A może na promocję nie masz już pieniędzy, bo za dużo poszło na wyposażenie i wystrój twojej siedziby? 

Wyposażając swoją pierwszą szkołę łatwo jest dać się ponieść. Wszytko wydaje nam się potrzebne, koniecznie chcemy, żeby nasze sale lekcyjne robiły doskonałe wrażenie i były gotowe na każdą okoliczność.

Czasem jednak warto powiedzieć sobie stop, zatrzymać się na chwilę i policzyć. Policzyć ile faktycznie możemy zainwestować w wyposażenie, a potem zastanowić co na ten moment możemy sobie odpuścić. Być może nie potrzebujemy tablicy multimedialnej w każdej sali i możemy bez problemu zrezygnować z robionej na zamówienie repliki londyńskiej budki telefonicznej.

Pamiętaj też, żeby w szale zakupów nie zapomnieć o sprawach równie ważnych lub nawet ważniejszych, jak promocja wspomniana powyżej, czy rekrutacja poniżej.

10. Nie przyłożysz się do rekrutacji

To kogo zatrudnisz na samym początku będzie miało ogromny wpływ na kulturę wewnętrzną i zewnętrzne postrzeganie twojej firmy nie tylko w ciągu pierwszych kilku miesięcy, ale nawet wiele lat póżniej. Tak jak jeden niekompetentny lektor może zrujnować opinię o twojej szkole, tak i jeden olewający swoje obowiązki nauczyciel może zatruć atmosferę w całym zespole.

Wybranie właściwych lektorów nie jest proste (zwłaszcza, jeżeli nie masz doświadczenia w prowadzeniu rekrutacji oraz zarządzaniu zespołem), ale napewno jest kluczowe w pierwszym okresie funkcjonowania szkoły.

Nie zapomnij też o pozostałym personelu szkoły: kompetentny i dobrze zorganizowany metodyk czy sympatyczna recepcjonistka to jedni z twoich najważniejszych pracowników. Uśmiechnięta osoba w sekretariacie lub recepcji nie tylko wysyła przyjazny sygnał do twoich klientów, ale również nastraja pozytywnie twoich lektorów.

11. Za dużo zapłacisz swoim lektorom

Lektorzy czytający ten artykuł pewnie właśnie poczuli się urażeni, ale przykra prawda jest taka, że nie powinnaś im zapłacić za dużo.

Zakładam, że przeprowadziłaś już rekrutację i zatrudniłaś wybrane osoby. Jeżeli zgodziły się dla ciebie pracować, to znaczy, że oferta była wystarczająco korzystna. Niewykluczone jednak, że była korzystna aż za bardzo i dany lektor nie tylko nie zarobi nic dla ciebie, ale nawet na swoją kawę i wydruki produkowane na szkolnej drukarce. Jak to możliwe? Wystarczy, że źle obliczysz swoją marżę na lekcji danego lektora. A liczyłaś ją w ogóle?

Jakiś czas temu poruszył mnie fejsbukowy post pewnej świeżo upieczonej właścicielki szkoły językowej, która popełniła właśnie taki błąd: podpisała ze swoją pierwszą lektorką umowę z korzystną stawką netto, po czym zorientowała się, że ponosi jeszcze koszty związane z odprowadzaniem składek do ZUS. Po uwzględnieniu składek i podatku, okazało się, że lektorka kosztuje szkołę na każdej prowadzonej przez siebie lekcji więcej niż wynosi przychód z takiej lekcji. Śmiejesz się? Blonde moment może się przytrafić każdemu.

A może planujesz zatrudnić lektora na umowę o pracę? W takim wypadku upewnij się czy jesteś w stanie zagwarantować mu wystarczającą i stałą liczbę lekcji w ciągu roku oraz czy z zajęć prowadzonych przez niego w roku szkolnym pokryjesz jego wynagrodzenie w czasie wakacji, ferii oraz świąt. Nie bez kozery większość szkół zatrudnia lektorow na umowę zlecenia.

12. Za dużo zapłacisz pozostałemu personelowi szkoły

Podobnie jak w przypadku lektorów, dużo łatwiej jest przepłacić niż zapłacić za mało. Zastanów się czy rzeczywiście potrzebujesz w swojej szkole sekretarki na pełen etat i codziennej wizyty sprzątaczki. Recepcję raczkującej szkoły z powodzeniem obsłuży jej właściciel lub studentka pracująca kilkanaście godzin w tygodniu. Ta sama osoba może wytrzeć tablice i odkurzyć podłogę po zajęciach, a sprzątaczka niech przyjdzie raz w tygodniu. Pomyśl też czy to już jest ten moment, kiedy potrzebujesz metodyka  Jeżeli szkoła jest jeszcze mała i dopiero zaczyna zbierać klientów, z opracowaniem programów nauczania i nadzorowaniem jednego czy dwóch lektorów najprawdopodobniej poradzisz sobie samodzielnie.

13. Zaniedbasz kwestie metodyczne

Oszczędzanie na metodyku nie powinno jednak oznaczać oszczędzania na metodyce jako takiej.

Prowadząc lekcje samodzielnie masz pełną kontrolę nad ich jakością (chociaż dobrze, jeżeli chociaż masz z kim od czasu do czasu pogadać na metodyczne tematy). Natomiast zatrudnienie chociażby jednego lektora oznacza, że teraz masz się kim opiekować: doradzać, szkolić, dawać wytyczne i wskazówki, sprawdzać co się dzieje na zajęciach… Jeżeli nie zatrudniasz metodyka, musisz się tym zająć osobiście.

14. Przerośnie cię zarządzanie zespołem

Lektorzy, metodyk, personel biura… A każdy ze swoimi problemami i ze swoimi pytaniami. I każdemu trzeba wyznaczyć zadania i od każdego tych zadań wykonanie wyegzekwować. Co gorsza, bez względu na to, ile im czasu nie poświęcisz, to i tak zawsze zdarzy się jakiś fuckup. A za ten fuckup to ty – nie kto inny – będziesz świecić oczami przed klientem i to ty – nie kto inny – zapłacisz. Jeżeli wcześniej nie miałaś ludzi pod sobą, to witaj w świecie szefów-krwiopijców 😉

15. Zaharujesz się na śmierć

Właściciele małych biznesów mają tendencję do popadania w dwie skrajności: albo delegują wszystkie zadania, albo próbują zrobić wszystko sami. Ci pierwsi szybciej wykańczają się finansowo (za pracownika i outsourcing trzeba płacić), ci drudzy – fizycznie (doba ma tylko 24 godziny).

Czy to z oszczędności, czy to z przekonania, że samodzielnie zrobisz wszystko najlepiej, zaklinam cię: Nie idź tą drogą!

Po pierwsze, to nieprawda, że ty wiesz najlepiej i najlepiej wszystko zrobisz. Chyba przecież sam nawet nie wierzysz, że w kilka dni nauczysz się księgowości albo marketingu. Nie oszukuj się! Profesjonalista zawsze będzie od ciebie szybszy i skuteczniejszy. Ponadto nawet najprostsze czynności mogą cię zacząć przerastać, jeżeli będzie ich multum. Kiedy zatrudnisz recepcjonistkę, szybko zauważysz, że błyskotliwie ogarnęła system zarządzania lekcjami lub zamawiania zaopatrzenia w sposób, na który byś nigdy nie wpadł. Nie z głupoty, tylko z zalatania.

Po drugie, oszczędności, które czynisz w ten sposób, są pozorne: rozkminając kolejny system do fakturowania i ucząc się po nocach copywritingu tracisz mnóstwo godzin, które mógłbyś spożytkować na zarabianie pieniędzy na tym, w czym jesteś dobry, na przykład na prowadzeniu lekcji. Spójrz na to tak: Ile płacisz sprzątaczce za godzinę? A ile zarabiasz na godzinie prowadzonych samodzielne lekcji? Teraz policz ile godzin trzeba przeznaczyć na posprzątanie twojej szkoły. Pomnóż przez godzinne wynagrodzenie każdego z was. Różnica pomiędzy tym ile tobie za takie sprzątanie trzeba by zapłacić, a tym ile płacisz sprzątaczce to twoja oszczędność. Osiągasz ją delegując zadanie, a nie bawiąc się za wszelką cenę w Zosię-Samosię.

Zastanów się co lubisz w swojej pracy najbardziej: samodzielne sprzątanie sal lub prowadzenie sekretariatu czy prowadzenie zajęć. Dla mnie odpowiedź zawsze była jasna – piszę o tym TUTAJ.

Ostrzegam jednak: z lekcjami też nie przesadzaj. Prowadząc lekcje od rana do wieczora, będziesz mieć problem ze znalezieniem czasu na nadzorowanie pracy twojej firmy. Ostatecznie coś na pewno ucierpi: albo twoje obowiązki, albo twoje zdrowie.

Na koniec kilka osobistych słów ode mnie. Wiedz, że wcale nie próbuję się tu wymądrzać. Prowadzę własną szkołę od pewnego czasu i popełniłam na takim lub innym etapie co najmniej połowę ze wspomnianych przeze mnie błędów. Zaczynałam jednak ten biznes mając trzy bardzo ważne rzeczy, które pomogły mi przetrwać i rozwijać się dalej: doświadczenie zebrane w szkołach, w których pracowałam wcześniej, spore oszczędności własne oraz ogromne wsparcie emocjonalne ze strony moich bliskich.

Dodatkowo miałam ogromne szczęście do ludzi: spotkałam po drodze mnóstwo wspaniałych osób; do tej pory uważam, że mam najfajniejszych klientów pod słońcem, a w swoim zespole najlepszych lektorów oraz najgenialniejszy możliwy skład biura.

Mimo to, każdy z popełnionych przeze mnie błędów bardzo dużo mnie kosztował, zarówno finansowo, jak i emocjonalne. I każdy – w nieco innych okolicznościach – mógł być dla mojej szkoły gwoździem do trumny już w pierwszym roku jej działania. Pozornie błahe błędy mogą być śmiertelne, zwłaszcza na początku działalności.

Dlatego mam nadzieję, że nie przestraszyłam cię za bardzo, ale za to zachęciłam do zrobienia porządnego badania rynku i analizy swoich możliwości, zanim zaprosisz uczniów do własnej szkoły językowej.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Może Cię również zainteresować...

trzy proste ćwiczenia na słownictwo

Trzy proste ćwiczenia na słownictwo z kośćmi DIYdice

Dlaczego ćwiczenia na słownictwo? Bo nad słownictwem trzeba systematycznie pracować: trzeba je ćwiczyć, utrwalać i przypominać. Nigdy nie lubiłam robić testów, a wkuwanie list pozbawionych kontekstu słówek uważam za kompletną stratę czasu, bo słownictwo niezaktywizowane to słownictwo martwe. Podaję jednak swoim

Czytaj »

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Może Cię również zainteresować...

o potędze bycia sympatycznym

O potędze bycia sympatycznym

Nauczanie języków czy prowadzenie szkoły językowej to praca usługowa, jak każda inna. Jeżeli zależy nam na klientach i na tym, aby do nas wracali, próbujemy nawiązać z nimi dobre relacje oraz pokazać się z jak najlepszej i jak najsympatyczniejszej strony.

Czytaj »