Jaki jest najlepszy słownik angielskiego online i dlaczego nie jest to Google Translate

Jaki jest najlepszy słownik angielskiego online

Dawno, dawno temu… sprawa była całkiem prosta. Słowniki miały formę papierową i na rynku dostępna była zazwyczaj jedna porządna i w miarę aktualna cegła. Szczególnie zainteresowani językiem mogli zaopatrzyć się w słowniki specjalistyczne lub przywieźć sobie dodatkowo monolingwalną cegłę z zagranicy.

Dzisiaj słowników nie musimy już kupować. Mamy je wszystkie w zasięgu opuszków palców. Ale to wcale nie oznacza, że jest dużo łatwiej, bo w internetowym natłoku darmowych treści lepszej i gorszej jakości słownik trzeba umieć sobie wybrać.

Dla kogo jest ten artykuł?

Ten artykuł jest dla ciebie, jeżeli:

  • szukasz słownika, który pomoże ci w nauce języka angielskiego.
  • szukasz słownika, który przyda ci się w pracy, bo piszesz emaile, czytasz raporty i przygotowujesz prezentacje lub oferty dla klientów.
  • zazwyczaj korzystasz z Google Translate i zauważasz, że wynika z tego więcej problemów niż pożytku.

 

A jeżeli korzystasz głównie lub – o zgrozo! – wyłącznie z Google Translate i nie widzisz problemu… Stop! Zatrzymaj się i zastanów! Ile razy to narzędzie podpowiedziało ci niewłaściwe słówko lub nieodpowiednią frazę? Czy tłumacząc wszystko automatycznie udało ci się czegokolwiek nauczyć? Czy masz pewność, że te googlowe podpowiedzi pasują do twojego kontekstu i formy? Jeżeli chcesz mieć pewność, że dobrze rozumiesz anglojęzyczny komunikat i że wyrażasz się po angielsku precyzyjnie, nie masz wyboru – musisz sięgnąć po porządny słownik.

Dzisiaj opowiem ci o siedmiu solidnych internetowych słownikach (i nie tylko słownikach), z których sama na co dzień korzystam i które mogą się okazać niezastąpione również w twojej pracy i nauce.

Kiedy potrzebuję szybko znaleźć jakikolwiek wyraz, w pierwszej kolejności sięgam do Diki.pl. Dlaczego? Diki jest bardzo obszerny, uaktualniany na bieżąco i zawiera nie tylko codzienne słówka, ale również terminy specjalistyczne. Bardzo wygodną funkcją tego słownika online jest autouzupełnianie: nawet nie musisz pisać hasła do końca, Diki ci je podpowie. A jeżeli popełnisz błąd podczas wpisywania, nic nie szkodzi. Słownik poda ci kilka sugerowanych haseł, o które być może “ci chodziło” .

Kiedy odnajdziesz już swoje słówko, Diki zaproponuje ci jasny układ jego znaczeń, uszeregowanych w zależności od tego, o jaką część mowy chodzi, np. water może być zarówno rzeczownikiem, czasownikiem, jak i przymiotnikiem. Dodatkowo najpierw wyświetli ci znaczenia występujące najczęściej, te najrzadsze będą dopiero na samym dole. Odnalezienie właściwego słówka i sprawdzenie czy pasuje do danego kontekstu ułatwią przykłady użycia w zdaniach, które znajdziesz na samym dole hasła. Słownik podaje również “powiązane zwroty”, czyli kolokacje, idiomy itp.

Jeżeli używasz słownika podczas nauki, przydadzą ci się jeszcze dwie funkcje Diki. Pierwsza to wyświetlanie obrazków: słownik pokazuje jak dany przedmiot wygląda. Druga to możliwość odsłuchania wymowy, a w przypadku występowania różnic między brytyjskim i amerykańskim angielskim, słownik poda ci oba warianty. Jest i transkrypcja fonetyczna, rzadkość w internecie, tutaj dostępna przy w zasadzie każdym jednowyrazowym haśle, co ucieszy ambitniejszych użytkowników, a przede wszystkim filologów: dla nas rzut okiem na transkrypcję to zazwyczaj szybsze rozwiązanie niż odsłuchiwanie nagrania.

To nie koniec pochwał pod adresem tego słownika online. Fenomenalne jest to, że Diki występuje również w postaci bardzo wygodnej apki na telefon, która oferuje w zasadzie wszystkie funkcje wersji desktopowej – nie ma chyba tylko wyświetlania obrazków. Osobiście najczęściej korzystam z tego słownika właśnie w tej formie. 

I nie, to nie jest reklama Diki.pl Po prostu bardzo lubię ten słownik.

Jeżeli jakimś cudem nie mogę znaleźć odpowiednika szukanego słowa lub frazy w Diki, sięgam po bab.la. To również jest bardzo obszerny słownik języka angielskiego. Podobnie jak Diki umożliwia nam odsłuchanie wymowy, podaje słówka w kontekście, a także wyświetla związane z nimi idiomy i wyrażenia. W Bab.la niekiedy znajdziemy więcej słówek i znaczeń mowy potocznej niż w Diki, ale za to nieco mniej terminów specjalistycznych.

Ten słownik online ma też funkcję automatycznego tłumaczenia tekstu, ale nie jest ona specjalnie godna polecenia i z dwojga złego lepiej już pozostać przy Google Translate, jeżeli decydujemy się na tłumaczenie maszynowe.

Bab.la nie jest niestety bez wad. Brak transkrypcji fonetycznej to mały problem, ale okropny bałagan wizualny to już bardzo poważne utrudnienie w korzystaniu z tego źródła.  Hasła są wyświetlane w niesamowicie chaotyczny sposób: wszystko leci ciurkiem, rzadko używane ekwiwalenty są podawane na równi z najczęstszymi, rzeczowniki wymieszane z czasownikami i przymiotnikami oraz kolokacjami. Naprawdę ciężko się w tym połapać, a liczne i nachalne bannery z reklamami niestety nie ułatwiają pracy z tym słownikiem.

Szczerze mówiąc, ze słownika Ling.pl korzystam bardzo rzadko, ale ponieważ jest stosunkowo popularny i pojawia się w innych zestawieniach, warto o nim wspomnieć.

Wyszukiwanie działa całkiem sprawnie, chociaż nie jest tak niezawodne jak w przypadku dwóch poprzednich słowników. Wybrana przeze mnie fraza cokół przypodłogowy nie została tutaj znaleziona, chociaż zarówno Diki, jak i Bab.la wyrzuciły po kilka propozycji. Wpisuję coś bardziej codziennego: water. Kiedy już odnajdziemy tekst wśród licznych reklam, którymi zarzuca nas Ling.pl, trafimy na bardo wyczerpująco potraktowane hasło.

Układ informacji jest tu moim zdaniem dużo bardziej przejrzysty niż na stronie bab.la  Wygląda to trochę, jakby ktoś przepisał do internetu stary dobry papierowy słownik PWN Oxford, co w sumie dla użytkownika nie jest wadą. Mamy tu i wyrazy złożone, i kolokacje, i przykłady użycia w zdaniach, a więc całkiem sporo informacji. Niestety brakuje wymowy, a nowsze czy mniej popularne hasła, np. bumbag wyglądają na potraktowane po macoszemu i jakieś takie niedokończone. Niemniej jednak wciąż jest to godny uwagi słownik angielskiego online.

Gdybym miała powiedzieć, z jakiego słownika korzystam najczęściej, kiedy piszę teksty po angielsku, od razu wskazałabym ten. Merriam-Webster to słownik amerykański z bardzo długą i zacną tradycją.

Oczywiście jest to słownik jednojęzyczny, a zatem posłuży głównie tym, których poziom znajomości angielskiego jest przynajmniej trochę zaawansowany. Słowniki jednojęzyczne, podające nie ekwiwalenty wyrazów czy fraz lecz ich definicje, są idealne, kiedy zależy nam na naprawdę porządnym zrozumieniu znaczenia danego terminu. Wystarczy wyszukać np. clickbait albo afterglow – to co znajdziemy w słownikach angielsko-polskich da nam mniej więcej orientację, ale dopiero wyczerpująca definicja terminu w pełni rozjaśni nam w głowach. Słownik Merriam-Webster poda nam nie tylko definicję, ale i jeszcze więcej: przykłady użycia w zdaniach zaczerpniętych z najnowszych tekstów kultury, a do tego historię i etymologię danego słowa. Czy muszę dodawać, że jest tu wymowa i transkrypcja? To oczywiste, że jest.

A dlaczego tak często korzystam z tego słownika? Bo jest tu wbudowany również niezwykle poręczny Thesaurus, czyli słownik synonimów. Ten słownik synonimów jest nie tylko niesamowicie użyteczny, ale również przejrzysty i intuicyjny. Synonimy każdego słowa są uporządkowane według części mowy oraz znaczeń, każde znaczenie zaopatrzone jest w krótką definicję. Słownik podaje nam w pierwszej kolejności najbliższe synonimy wybranego hasła, poniżej trochę odleglejsze wyrazy bliskoznaczne, dalej wyrażenia o znaczeniu podobnym do zadanego hasła, a jeszcze dalej… antonimy, czyli określenia przeciwstawne.

Przy takim ogromie możliwych słów do wyboru, skąd wiadomo na które się zdecydować? Ze słownika Merriam-Webster, bo od dokładnej definicji każdego z podanych synonimów czy antonimów dzieli nas tylko jedno kliknięcie. Jeżeli zdarza ci się pisać po angielsku emaile, raporty, eseje, czy opowiadania, ten słownik będzie dla ciebie bezcennym narzędziem.

Niestety również Merriam-Webster ma coś denerwującego. Jest to ogromna liczba bannerów reklamowych. Na szczęście bannery są rozmieszczone na tyle rozsądnie, a układ stron jest na tyle przejrzysty, że nie przeszkadzają tak bardzo, jak w słownikach Bab.la czy Ling.pl.

Było o słowniku amerykańskim, musi być w takim razie też o brytyjskim. Darmowy słownik Cambridge to bardzo fajny wybór zwłaszcza dla osób uczących się języka, bo jest to rozwiązanie typu “dwa w jednym”: mamy tu zarówno jednojęzyczny słownik języka angielskiego, jak i słownik angielsko-polski online. To oznacza, że znajdziemy w słowniku Cambridge nie tylko wyczerpujące definicje angielskich słówek, ale również ich polskie odpowiedniki.

Treść została tutaj całkiem zgrabnie uporządkowana: w zależności od części mowy, znaczenia. Jest też w tym źródle prawie wszystko, co znajdziemy w innych słownikach: wymowa wraz z transkrypcją, przykłady użycia w zdaniach. Bardziej codzienne rzeczowniki zostały opatrzone obrazkami, a kiedy rozejrzymy się bardziej po stronie, odnajdziemy tu również pokrewne wyrażenia, czasowniki frazowe (phrasal verbs) i idiomy. Co jest w tym słowniku online wyjątkowe, to oznaczenia poziomów: dzięki temu łatwo się zorientujemy, że słowo cook w znaczeniu gotować powinniśmy znać już na poziomie A1, a w znaczeniu kucharz na poziomie A2 – niestety ta funkcjonalność dostępna jest tylko dla nielicznych podstawowych wyrazów i znaczeń.

Podobnie jak w przypadku poprzedniego słownika, atakuje nas tu duża liczba reklam, ale nie są jakoś bardzo uciążliwe.

Muszę z przykrością przyznać, że nie jest to słownik, do którego sama często zaglądam. Po prostu nie jest przeznaczony dla osób, posługujących się angielskim na co dzień. Natomiast stanowi on moim zdaniem doskonałe źródło wiedzy dla tych z was, którzy uczą się języka, zwłaszcza jeżeli jesteście na poziomach od początkującego do średniozaawansowanego.

Propozycja, której na pewno się nie spodziewaliście. Słownik wymowy! Ale nie taki nudny i zwykły, jak mogłoby się wydawać, że słownik wymowy powinien być. O nie! Forvo to fascynująca kopalnia wiedzy, którą trudno wam będzie znaleźć gdziekolwiek indziej. A przynajmniej nigdzie nie znajdziecie tych informacji tak łatwo i przyjemnie.

Forvo jest ogromną internetową bazą nagrań wymowy autentycznej. Jak to działa? Wyszukujesz intresujące cię słówko i uzyskujesz natychmiastowy dostęp do co najmniej kilku (zazwyczaj kilkunastu) nagrań jego autentycznej wymowy. Są uszeregowane w zależności od pochodzenia nagranej osoby: w przypadku języka angielskiego będzie to oczywiście Wielka Brytania, Stany Zjednoczone, Kanada, Australia, Nowa Zelandia, czasem inne kraje. Wystarczy kliknąć, żeby odsłuchać jak dany wyraz brzmi po drugiej stronie globu.

A zatem kiedy następnym razem nie będziesz mieć pewności, czy znajomy Nowozelandczyk właśnie się przejęzyczył, przekroczył granicę dobrego smaku, czy po prostu zaproponował wspólne posiedzenie na tarasie… , koniecznie sięgnij po Forvo.

Jeszcze jedna nietypowa propozycja. Czy wiecie, że z Wikipedii można korzystać jak ze słownika? Wytarczy wyszukać interesujące nas pojęcie, np. European honeysuckle, a następnie kliknąć w nazwę języka, na który chcemy termin przetłumaczyć, żeby za moment znaleźć się na podstronie hasła w interesującym nas języku i dowiedzieć, że wyszukaliśmy wiciokrzew pomorski.

Kiedy warto korzystać z Wikipedii w charakterze słownika? Kiedy mamy do czynienia z terminami naukowymi. Wszelka terminologia biologiczna, geologiczna, chemiczna, czy historyczna wyszuka nam się tu najszybciej i najbardziej niezawodnie. Sama korzystam aktualnie z tego wyszukiwania najczęściej, kiedy napotykam w anglojęzycznej literaturze lub filmach nazwy roślin, które chciałabym wprowadzić do swojego ogrodu. Potrzebuję zarówno ich polskich nazw (gdybym chciała je kupić), jak i podstawowej informacji czy przyjmą się w naszych polskich warunkach – jedno kliknięcie i wszystko wiem.

Podsumowując...

Jeżeli uczysz się angielskiego, sięgnij po DikiCambridge Dictionary i Forvo.

Jeżeli tłumaczysz coś z angielskiego na polski lub odwrotnie, przyda ci się DikiBab.laLing.pl oraz oczywiście Thesaurus od Merriam-Webster.

Jeżeli piszesz coś po angielsku, zajrzyj koniecznie do Diki i do Merriam Webster.

Jeżeli przygotowujesz się do wyjazdu np. do Australii, bezwzględnie poćwicz wymowę z Forvo.

Jeżeli zgłębiasz jakiś mocno specjalistyczny temat, zaprzyjaźnij się z Wikipedią.

Przekonałam cię chociaż odrobinkę, że warto korzystać z porządnych słowników? Czy nadal będziesz się ograniczać do Google Translate i tracić połowę informacji oraz cały „fun” związany z nauką języka?

Chcesz wiedzieć więcej i być na bieżąco z wszystkimi moimi radami, pomysłami, podpowiedziami, projektami oraz promocjami? Koniecznie polub mnie na Facebooku i Instagramie.

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Może Cię również zainteresować...

Może Cię również zainteresować...

Dlaczego warto kontynuować naukę języka podczas wakacji

Dlaczego warto kontynuować naukę języka podczas wakacji?

Oto Zbyszek. Zbyszek od kilku miesięcy systematycznie i sumiennie szlifuje swoje umiejętności językowe. Z każdą kolejną lekcją, każdym przeczytanym artykułem i każdym przesłuchanym podcastem Zbyszek dysponuje coraz szerszym zasobem słownictwa, coraz lepiej ogarnia gramatykę, coraz więcej rozumie z seriali na Netfliksie i

Czytaj »
Angielskie nazwy polskich potraw wigilijnych

Angielskie nazwy polskich potraw wigilijnych

Dlaczego tematem mojego przedświątecznego wpisu są właśnie angielskie nazwy polskich potraw wigilijnych? Bo to naprawdę pierwszoplanowy grudniowy temat każdego roku. Nie ma się co oszukiwać, w Świętach Bożego Narodzenia najważniejsze jest spotkanie z rodziną i… jedzenie. Wydawałoby się, że słownictwo

Czytaj »