Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytule
Szukaj w zawartości
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytule
Szukaj w zawartości
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytule
Szukaj w zawartości

Angielskie nazwy polskich potraw wigilijnych

Angielskie nazwy polskich potraw wigilijnych

Dlaczego tematem mojego przedświątecznego wpisu są właśnie angielskie nazwy polskich potraw wigilijnych? Bo to naprawdę pierwszoplanowy grudniowy temat każdego roku. Nie ma się co oszukiwać, w Świętach Bożego Narodzenia najważniejsze jest spotkanie z rodziną i… jedzenie.

Wydawałoby się, że słownictwo dotyczące jedzenia jest tak podstawowe, że w zasadzie nawet osoby z dosyć słabą znajomością języka angielskiego, nie powinny mieć z nim problemu. Nic bardziej mylnego. Spotykałam już kursantów na poziomie mocno zaawansowanym, potrafiących płynnie dyskutować na temat roli analizy matematycznej w działaniach marketingowych lub swobodnie opowiadać o badaniach klinicznych nad nowym lekiem na zakrzepicę, którzy nie umieli opisać, co jedli na obiad i nie wiedzieli jak jest sałata po angielsku. I pewnie nie byłoby to dla nich specjalnym problemem, gdyby nie orientowali się z czasem, że podczas biznesowej kolacji fajnie jest pociągnąć choćby mały small talk na temat próbowanych potraw oraz, że chłopakowi, którego córka przywiozła z Liverpoolu na święta, trzeba jakoś wytłumaczyć, co trafiło do znajdującej się na stole sałatki.

Większość współcześnie spożywanych przez nas potraw to jedzenie o globalnym zasięgu i dosyć łatwo się tłumaczących nazwach. Z daniami świątecznymi rzecz ma się jednak inaczej. Są mocno osadzone w lokalnej tradycji, często endemiczne – występujące w jednym tylko kraju lub nawet regionie. A to oznacza, że zazwyczaj nie mają swoich bezpośrednich odpowiedników w innych językach. Dlatego opowiadając o nich obcokrajowcom, będziemy niekiedy musieli odwołać się do kilku określeń lub czasem nawet opisu, żeby w miarę zrozumieli o co nam chodzi.

Angielskie nazwy polskich potraw wigilijnych

Zaczynamy od jednego z najbardziej  spornych punktów wigilijnego jadłospisu: barszcz czerwony czy jednak zupa grzybowa.

Zupa grzybowa to po prostu mushroom soup. Aby jednak uniknąć nieporozumienia, że jest to zwykła pieczarkowa, warto określić ją jako forest mushroom soup lub wild mushroom soup. A wiecie jak nazywa się po angielsku grzybek, który najchętniej – w suszonej postaci – dodajemy do tej zupy i innych potraw wigilijnych? Boletus. Strasznie nieładna to nazwa poczhodząca z łaciny, więc osobiście wolę mówić o tych grzybkach używając określenia zaczerpniętego z języka włoskiego, a mianowicie porcini mushrooms – jest ono w angielszczyźnie w powszechnym użytku i zrozumiałe dla większości osób anglojęzycznych.

Barszcz. Możesz powiedzieć borscht lub nawet red borscht. Pytanie tylko, kto zrozumie o co chodzi? Lepiej potraktować to trochę opisowo i powiedzieć beet soup lub beet broth. A jeżeli chcesz podkreślić wyjątkowość tego dania, to najbardziej sensownym odpowiednikiem polskiej nazwy barszcz wigilijny będzie Christmas Eve beet soup.

A co do tego barszczu?

Uszka z grzybami. Najlatwiej określić je jako mushroom dumplings lub mushroom-filled dumplings, żeby było precyzyjniej. Osobie przyjeżdżającej z zagranicy warto wytłumaczyć, że są to little round dumplings resembling Italian tortellini. Jeżeli chcecie taką osobę zszokować, możecie dodać, że in Poland, we call them “little ears” because of their shape. A czym są nadziewane? Filled with porcini mushrooms.

Pierogi. Od razu na język ciśnie się słowo dumplings. Ale czy wiecie, że pierogi to obecnie potrawa o zasięgu globalnym? Przecież to najsłynniejsze w świecie polskie danie. Globalny zasięg potrawy = globalny zasięg jej nazwy. Nie wierzycie? Zajrzyjcie do anglojęzycznej Wikipedii. Zatem spokojnie możecie o nich mówić pierogi, uważajcie tylko na wymowę: pi-ro-gi (bez “e”). Typowe wigilijne pierogi są wypełnione kapustą i grzybami – filled with cabbage and mushrooms, a jeszcze lepiej filled with sauerkraut and mushrooms, bo przecież nie faszerujemy ich świeżą kapustą, tylko kiszoną, czyli sauerkraut. I teraz, zależnie od tego czy postawicie na pierogi, czy jednak zdecydujecie się mówić dumplings, macie klika opcji do wyboru, kiedy opowiadacie o tradycyjnych polskich pierogach z kapustą i grzybami. Będą to albo sauerkraut and mushroom pierogi albo sauerkraut and mushroom dumplings. Nie zdziwcie się widząc niekiedy słowo perogies – to najbardziej popularna pisownia naszej rodzimej nazwy w anglojęzycznym świecie.

Kapusta z grzybami. Na temat kapusty pisałam już w podpunkcie o pierogach. Jak zatem się domyślacie, najtrafniejsze będzie określenie tego dania jako sauerkraut with mushrooms, ewentualnie cabbage with mushrooms. A jakie mushrooms? Oczywiście porcini mushrooms.

W ten oto sposób dochodzimy do dania, które od lat niezmiennie mnie bulwersuje i wcale nie zachęca do próbowania, chociaż wiem, że zajada się nim cała Wielkopolska.

Kapusta z grochem, czyli groch z kapustą. Najkrócej – cabbage with peas. Trochę precyzyjniej cabbage with yellow peas. Możecie też zaszaleć, mówiąc o tej potrawie split peas and cabbage (groch łuskany z kapustą)  lub potraktować to opisowo, jako sauerkraut stewed with yellow peas, czyli kapusta kiszona duszona z grochem.

Ufff. Czas na rybkę.

Karp to po prostu carp. Nie ma co dywagować, można co najwyżej dodać, że smażony karp to fried carp, a karp w galarecie to jellied carp.

Śledź to z kolei herring. Niektórzy jedzą w Wigilię po prostu śledzie marynowane, czyli pickled herring, inni sięgają po te w oleju – herring in oil lub w śmietanie – herring in sour cream. Osobiście wybieram sałatkę śledziową – herring salad lub layered herring salad (bo układamy ją warstwowo). Tę sałatkę w każdym domu przygotowuje się inaczej, ale wśród jej składników najczęściej pojawiają się: oczywiście śledź (herring), ziemniaki (potatoes), jajka (eggs), cebula (onions), marchewka (carrots) i burak (beetroot).

No to chyba pora już na deserek, prawda?

Piernik to gingerbread i nie ma dyskusji.

Pierniczki to już inna historia. Czasem znajdziemy je pod nazwą gingerbread men lub ewentualnie gingerbread men and women. Bardzo często nazywane są gingerbread men cookies (wersja amerykańska) albo gingerbread men biscuits (wersja brytyjska), ale równie często po prostu gingerbread cookies bądź gingerbread biscuits – niech żyje równouprawnienie i feminizm, nie żadne tam gingerbread men, tylko gingerbread biscuits właśnie zapraszam do mojego domu. I nie tylko feminizm przemawia za moim wyborem. W Polsce robimy pierniczki w bardzo różnych kształtach, więc nazywanie ich ludzikami (lub facecikami) byłoby zwykłym nieporozumieniem.

Makowiec to ciasto bez, którego trudno wyobrazić sobie wigilijny wieczór. Niektórzy tłumaczą go jako poppy seed cake, ale to określenie uważam za zbyt nieprecyzyjne, no bo niby jaki ten cake – kwadratowy czy okrągły – i gdzie ma to makowe nadzienie – na wierzchu, pod kruszonką, po całości? Nijak ta nazwa jak polski makowiec nie wygląda. Dużo lepsze – moim zdaniem – oddające całą zrolowaną smakowitą dostojność makowca, jest określenie poppy seed roll. Zresztą spróbujcie wyszukać te dwie nazwy w obrazkach Google i zobaczcie sami co się ukaże waszym oczom.

Makówka, która gości zwłaszcza na śląskich stołach wigilijnych, to już dużo bardziej skomplikowana sprawa – taka, którą trzeba potraktować opisowo. Można o niej powiedzieć: poppy seed bread pudding lub po prostu poppy seed Christmas dessert. I niech wam się nie wydaje, że tego typu deser znajdziecie tylko w Polsce – jego różne warianty są znane również na Węgrzech i w Niemczech.

Sernik to po prostu cheesecake. Tutaj nie ma żadnych komplikacji.

A do picia…

Kompot z suszonych owoców tłumaczy się zazwyczaj jako dried fruit compote lub dried fruit drink.

A co tam jeszcze będziecie przy wigilijnym stole pili, to się wszystko tłumaczy na angielski prosto i bezpośrednio, więc dacie sobie z tym radę sami nawet i po kilku… szklaneczkach kompotu z suszu.

A skąd te wszystkie nazwy?

Skąd pochodzą angielskie nazwy polskich potraw wigilijnych, które wam zaproponowałam? To wszystko nazwy, które zasłyszałam lub wyczytałam w najprzeróżniejszych miejscach i źrodłach na przestrzeni lat. Nazwy opisowe poparłam moją własną wiedzą kulinarną, nie ograniczającą się bynajmniej do samego jedzenia. Wszystko dodatkowo sprawdziłam w internetach – tutaj naprawdę nie do przecenienia jest przeszukiwanie Google Images. Dużą pomocą był blog Polish Your Kitchen, prowadzony przez moją imienniczkę, która jeszcze do niedawna mieszkała na stałe w Stanach Zjednoczonych i to stamtąd pisała o smakach rodzinnej Polski.

Mam nadzieję, że mój mały przewodnik po wigilijnym słownictwie wam się przyda. A jeżeli wciąż jest wam mało, jeżeli chcecie wreszcie wiedzieć jak jest sałata po angielsku… i nie tylko sałata, to więcej spożywczych słówek i wyrażeń znajdziecie w moim ebooku Food.

Tymczasem życzę wam wesołych świąt i oby – również w 2020 roku – były one takie, jakie są tradycyjnie w kraju nad Wisłą. Bo chociaż przy świątecznym stole znowu posprzeczamy się z rodziną o politykę, a w tym roku pewnie również o maseczki, szczepionkę i strajki kobiet…. I chociaż wstaniemy od tego stołu dwa razy ciężsi niż przyszliśmy, z twardym postanowieniem, że już nigdy więcej nie zjemy tyle pierogów, kapusty i makówki, to i tak już za kilka miesięcy będziemy niecierpliwie wyczekiwać następnej gwiazdki. Będziemy cieszyć się na myśl o tym magicznym czasie i potrawach, które jemy zazwyczaj tylko raz w roku. I całe szczęście, bo wyobraźcie sobie jacy byśmy byli otyli, gdybyśmy mogli te pierogi i makowce wcinać codziennie.

Chcesz wiedzieć więcej i być na bieżąco z wszystkimi moimi radami, pomysłami, podpowiedziami, projektami oraz promocjami? Koniecznie polub mnie na Facebooku i Instagramie.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Może Cię również zainteresować...

plan nauki włoskiego

Mój wakacyjny plan nauki włoskiego

Wiadomo powszechnie, że szewc bez butów chodzi, a nauczyciel języków zwykle nie ma zbyt wiele czasu na naukę kolejnego języka, choćby i bardzo chciał. Wakacje to dla mnie najlepszy moment na nadrobienie zaległości, uzupełnienie braków, spokojne powtórki i bezstresową naukę czegoś

Czytaj »

Może Cię również zainteresować...

Dlaczego warto kontynuować naukę języka podczas wakacji

Dlaczego warto kontynuować naukę języka podczas wakacji?

Oto Zbyszek. Zbyszek od kilku miesięcy systematycznie i sumiennie szlifuje swoje umiejętności językowe. Z każdą kolejną lekcją, każdym przeczytanym artykułem i każdym przesłuchanym podcastem Zbyszek dysponuje coraz szerszym zasobem słownictwa, coraz lepiej ogarnia gramatykę, coraz więcej rozumie z seriali na Netfliksie i

Czytaj »