Co warto mieć w ofercie szkoły językowej w 2026 roku?

Jakie kursy warto mieć w ofercie szkoły językowej w 2026 roku?

Nowy rok – nowa ja i zazwyczaj… nowa oferta. Albo przynajmniej powoli kształtujące się plany na to, jaką ofertę przygotować na kolejny rok szkolny.

Jeżeli oferta twojej szkoły pozostaje od lat taka sama, nawet jeżeli jest to lat zaledwie trzy lub pięć, czas zastanowić się nad wprowadzeniem nowości. Przecież świat zmienia się i ewoluuje w zastraszającym tempie i, o ile pewne kwestie pozostają niezmienne, o tyle na wielu frontach po prostu trzeba trzymać rękę na pulsie. Mądre modyfikacje oferty kursów sprawią, że nie tylko nie stracisz w nowym roku, ale możesz też dużo zyskać, zwłaszcza jeżeli wyprzedzisz konkurencję.

Angielski dla dzieci i młodzieży - nowe wyzwania

Wszyscy dobrze wiemy, że czołowe miejsce na podium od lat niezmiennie należy do jednego języka i nic nie zapowiada, aby miało się to prędko zmienić. Angielski w ciągu ostatnich kilku dziesięcioleci ugruntował swoją pozycję uniwersalnego języka ludzkości i cokolwiek by się nie działo, długo jeszcze pozostanie jezykiem międzynarodowej komunikacji. To zapotrzebowanie widzi również polski system edukacji – angielskiego w szkole uczy się jakieś 95% dzieci.

Niestety dla uczniów, stety dla sektora prywatnego, zauważyć potrzebę to jedno, ale odpowiedzieć na nią z sukcesem to już zupełnie inna para kaloszy. Liczba godzin języka angielskiego w szkołach jest wciąż niewystarczająca, jakość kształcenia językowego pozostawia – delikatnie mówiąc – wiele do życzenia. Tymczasem presja kolejnych egzaminów z roku na rok rośnie.

W sztywne szkolne ławy, zgodnie z systemem sprzed ponad dwustu lat, wtłoczone jest pokolenie przestymulowanych i niezdolnych do dłuższej koncentracji tubylców nowoczesnego, pędzącego w zawrotnym tempie świata. Program nagli, egzaminy popędzają, rodzice mają ambitne cele, dzieci mają dość… I wtedy wjeżdżamy my na białym koniu – szkoły językowe i korepetytorzy. To u nas pomocy szukają i będą wciąż szukać dzieciaki, które ze szkoły wynoszą jeszcze mniej niż kiedykolwiek, mając przed sobą dużo większe wyzwania niż wcześniej.

Przychodząc do nas na lekcje, przynoszą jednak ze sobą i wyzwania dla nas. Mamy do czynienia z falą dzieci z różnego rodzaju trudnościami, od dysgrafii i dysleksji po zaburzenia takie jak ADHD. Listy zaleceń i dostosowań to coś, co już na zawsze zagości w naszej pracy. Dlatego jeżeli od jakiegoś czasu rozważasz zapisanie się np. na kurs metod pracy z uczniem z dysleksją, nie zwlekaj. Specjalizuj się i oferuj zajęcia dedykowane właśnie takim małym klientom.

Czego jeszcze się spodziewam? Myślę też, że w kolejnych latach odnotujemy dalszy wzrost popularności kursów przygotowujących do egzaminów i to egzaminów różnorakich. Już teraz szkolimy młodzież do egzaminów E8, matury, matury międzynarodwej, egzaminów Cambridge i do rekrutacji na zagraniczne uczelnie. Wśród rodziców szerzy się jakiś szczególny rodzaj puchnącej jak balon rywalizacji. Czy jest ona zdrowa dla dzieci? – nie nam to oceniać. Z pewnością jednak jest to potrzeba, na którą możemy odpowiedzieć.

W ostatnich latach dało się też zauważyć zwiększone zapotrzebowanie na kursy indywidualne dla młodzieży, które moim zdaniem nie spadnie. Kolejne pokolenia mają coraz większe problemy z komunikacją, a zwłaszcza komunikacją w grupie – zajęcia indywidualne to dla nich najbardziej komfortowa i zazwyczaj najefektywniejsza forma pracy. Ten trend jest również widoczny na kursach dla dorosłych.

Nowa forma kursów dla dorosłych

To, co jeszcze nie daje o sobie tak bardzo znać w przypadku kursów dla dzieci, jest już powoli widoczne w przypadku zajęć dla starszych grup wiekowych: konkurencja ze strony AI. O kursach typu Email English czy zmuszaniu młodych dorosłych do ślęczenia nad tekstem możemy zapomnieć. Jest im to kompletnie nieprzydatne: maile napisze im ChatGPT, dowolny tekst przetłumaczą sobie lub streszczą w kilka sekund za pomocą ogólnodostępnych darmowych narzędzi.

Bądźmy szczerzy, nawet konwersacje odbędą sobie z dowolnie wybranym chatbotem, mniej lub bardziej dostosowanym do nauczania języka.

Zapotrzebowanie na kursy dla dorosłych już spadło i będzie spadać dalej. Pozostanie na rynku głównie jeden rodzaj klienta dorosłego – ten poszukujący kontaktu z drugim człowiekiem. Jeżeli dobrze się czujesz w rozmowie i umiesz nawiązywać relacje, to wciąż jest twój czas. Może to też być dobry moment na dokształcenie się w zakresie coachingu, mentoringu, czy uważności – pomoże ci to urozmaicić swoją ofertę o trening, którego twoi klienci mogą dodatkowo potrzebować.

Tylko jak będziesz się z tymi uczniami spotykać? Wciąż za pośrednictwem ekranu? Chociaż kursy online na dobre zadomowiły się na rynku, coraz częściej klienci szukają rzeczywistego kontaktu albo po prostu wyrażają zmęczenie pracą z komputerem. Warto zaoferować im możliwość spotkania z lektorem w przestrzeni fizycznej. Z drugiej strony wielu naszych klientów przyzwyczaiło się do formy online i czuje się z nią na tyle komfortowo, że takie zajęcia również trzeba mieć w ofercie. Złotym środkiem wydaje się model hybrydowy, w którym część zajęć prowadzimy zdalnie, a część stacjonarnie – może to być model najwygodniejszy również dla lektora, o ile oczywiście zapewnimy mu komfortowe warunki prowadzenia zajęć.

A jeżeli chodzi o lektorów, zastanów się kogo masz na pokładzie i kto faktycznie przynosi twoim klientom konkretną wartość. Zadufana w sobie gwiazda, zalewająca uczniów monologiem? Out! Równie dobrze mogą pooglądać filmy na dowolnej platformie streamingowej i prawdobnie to robią, wypisując się z zajęć takiego nauczyciela szybciej niż się zapisali. Zamiast gwiazdy zatrudnij kogoś, kto potrafi słuchać i nawiązać relację. Drogi native speaker zasypujący kursantów „perełkami” londyńskiej gwary miejskiej? Out! Dziewięćdziesiąt procent z tego, czego twoi klienci dowiadują się na tych lekcjach przyda im się tylko i wyłącznie w kontaktach z rodowitymi Angolami, tylko niestety akurat z nimi prawdopodobnie będą mieli najrzadziej do czynienia. Wywal tego brytyjskiego native speakera, który i tak kosztuje cię dużo więcej niż powinien i zamiast niego znajdź lektora, który z uczniami poćwiczy rozumienie akcentów z różnych stron świata, uczuli na komunikację międzykulturową, nauczy dopytywać, precyzować i upraszczać wypowiedzi.

Co powiesz na chiński?

A właściwie mandaryński – oficjalny język najpotężniejszej gospodarki świata. Bo zdradzę ci w tajemnicy, że my tu gadu-gadu, a Chińczycy już rozpoczęli gospodarczy podbój Europy. Nie wierzysz? A w jakim sklepie kupiłaś ostatnio te tanie gadżety do swojej szkoły językowej? Z którego kraju pochodzą elektryczne hulajnogi śmigające po ulicach twojego miasta? I skąd przyjeżdżają te elektryczne samochody, które zaczęły zastępować europejskie marki?

Już teraz do Chin podróżuje cała masa polskich przedsiębiorców, a chińskie firmy coraz częściej stają się na naszym rynku pracodawcami. Największy problem tej współpracy? Bariera językowa. Naprawdę nieczęsto przyjdzie nam spotkać Chińczyka komunikującego się po angielsku. Obywatelom tej niespełna półtoramiliardowej, mówiącej na co dzień przeróżnymi językami i dialektami populacji, do uniwersalnej komunikacji zazwyczaj wystarcza mandaryński. Owszem, Chińczycy przyjeżdzający w interesach do Polski zwykle jakoś tam się po angielsku komunikują, ale z pewnością łatwiej nawiązać z nimi relacje rzucając na powitanie Ni hao.

A jeżeli twoim klientom zdarza się podróżować do Państwa Środka i spodziewają się, że w Pekinie czy Shenzen będą mogli liczyć na pomoc przechodnia, kelnera lub sprzedawcy zagajonego po angielsku, to życzę im powodzenia. Przeciętny Chińczyk nie zrozumie ani słowa, nawet tego najprostszego.

Chcesz wyjść temu klientowi na przeciw – znajdź nauczyciela mandaryńskiego i zacznij oferować kursy języka, który ma potencjał stać się kolejnym językiem międzynarodowym.

Koreański dla biznesu

I teraz sobie myślisz „No tak, faktycznie jakoś dużo ostatnio tych północnoazjatyckich twarzy na ulicach naszych dużych miast…”

Nie chcę cię rozczarowywać, ta azjatyckie twarze mogą wcale nie należeć do Chińczyków. Równie dobrze mogą to być Koreańczycy, którzy przyjechali tutaj do pracy w oddziałach swoich rodzimych firm. Zostają u nas na wieloletnie kontrakty, kształcą dzieci w naszych międzynarodowych szkołach, ale bariera językowa jest dla nich nie do przejścia. Po polsku nie będą się z nami komunikować. Ba! Wiele z tych osób przyjeżdża do Europy z zaledwie szczątkową znajomością angielskiego. Na szczęście w ich firmach pracują również Polacy, wychowane na K-popie pierwsze tak szerokie pokolenie koreanistów nie ma problemów ze znalezieniem pracy. Ten trend jeszcze potrwa, dlaczego by twoi klienci nie mieli chcieć z niego skorzystać?

Hiszpański nie tylko na wakacje

Języki przywodzące na myśl cudowne wakacje na słonecznym południu Europy, takie jak hiszpański czy włoski, zawsze łatwo znajdują nowych amatorów. W odwiecznej rywalizacji na najlepszą europejską destynację na podium od lat niezmiennie stoją właśnie Włochy i Hiszpania, a szala przechyla się to w jedną, to w drugą stronę. Ostatnio jednak zdecydowanie częściej na korzyść Półwyspu Iberyjskiego. Hiszpania ma to, czego poszukuje polski turysta, czyli świetną infrastrukturę, czyste miasta i przystępne ceny, podczas gdy Włochy wciąż toną w śmieciach i straszą zrujnowanymi zabytkami oraz cenami pochodzącymi z jakiejś zupełnie innej bajki. Czy to się przekłada na popularność kursów tych języków? Oczywiście. Więcej pozytywnych wspomnień z wakacji oznacza większą motywację do nauki języka kraju, z którego je przywieźliśmy.

Wkrótce nasi klienci zaczną odkrywać, że hiszpańskiego warto się uczyć nie tylko dla tych kilku miłych chwili w barze tapas i kolejce do Sagrada Familia. Hiszpański ma szansę stać się jednym z kluczowych języków biznesu. Już teraz na naszych oczach rozgrywa się gospodarcza wojna o wpływy w Ameryce Południowej. Mercosur to wcale nie pseudonim jakiejś mglistej umowy zawieranej przez UE, a nazwa organizacji zrzeszającej Argentynę, Boliwię, Brazylię, Paragwaj i Urugwaj, a także kilka innych południowoamerykańskich państw. Kto położy łapę na handlu z tymi krajami jeszcze nie wiadomo, niemniej jednak dwie rzeczy są pewne: region daje ogromne możliwości biznesowe i … nie mówi po angielsku. A przecież jakoś porozumiewać się z nim trzeba. Prawdopodobnie już teraz wśród twoich klientów są ludzie, którzy w ramach swojej codziennej pracy codziennie kontaktują się z hiszpańskojęzycznymi partnerami.

Czy powiedziałam ci coś nowego? Pewnie trochę tak i trochę nie. Pewne trendy obserwujemy już od dawna, inne są dosyć nowe. Jak zawsze pojawiają się trendy, które przeminą równie szybko, jak pamięć polityków o wyborczych obietnicach, ale też i takie, które zostaną z nami na dłużej. Na implementację niektórych pomysłów może być nieco za wcześnie w dziesięciotysięcznym mieście na podkarpaciu, ale w dużym ośrodku okaże się, że już od jakiegoś czasu jadą na nich całkiem spore biznesy. Z trendami jest jednak tak, że najłatwiej w nie wskoczyć na początku, kiedy nie ma w nich jeszcze tłoku i dużej konkurencji. A dobre pomysły i brak konkurencji to właśnie to czego ci życzę w 2026 roku.

Chcesz wiedzieć więcej i być na bieżąco z wszystkimi moimi radami, pomysłami, podpowiedziami, projektami oraz promocjami? Koniecznie polub mnie na Instagramie.

Może Cię również zainteresować...

Jeżeli jesteś nauczycielem
Ania Barbarska

Czy umiesz mówić NIE?

Opowiem wam historię, którą słyszałam kiedyś od mojej babci. Pracowała kiedyś z pewną panią, która samotnie wychowywała kilkoro dzieci. Każde z nich miała z innym

Czytaj więcej »

Dodaj komentarz