Skąd się biorą poligloci?

Skąd się biorą poligloci?

W 1909 roku, w niewielkim węgierskim miasteczku Pecs, urodziła się Kato Lomb. Wykształcenie akademickie dało jej doktorat z chemii, ale prawdziwą karierę Kato zrobiła dzięki znajomości języków, których udało jej się podobno opanować aż 28. Była jednym z pierwszych tłumaczy symultanicznych na świecie, wykonywała tłumaczenia ustne w co najmniej dziewięciu językach, a zawodowo pracowała z szesnastoma. W dwunastu kolejnych językach czytywała literaturę i prasę. 

Językiem ojczystym Kato był oczywiście węgierski, w szkole podstawowej zaczęła się uczyć francuskiego, łaciny na studiach, a potem poszło już z górki: angielski, rosyjski, rumuński, chiński, polski, japoński, czeski, włoski, hiszpański, niemiecki …

Czy Kato Lomb miała wybitny dar do języków? Nie ma o tym nigdzie nawet cienia wzmianki. Ona sama powtarzała, że nie jest urodzonym geniuszem, a swój językowy sukces zawdzięcza po prostu wytrwałości.

Wytrwałość

Kato Lomb uczyła się języków przez całe życie i nie przestała nawet w podeszłym wieku. Około 86 roku życia zaczęła uczyć się hebrajskiego, który podobno opanowała w stopniu komunikatywnym. Jak pracowała? Systematycznie. Na naukę języków poświęcała czas każdego dnia, bez wyjątku, tak podczas podróży, jak i podczas choroby.

Wytrwałość to cecha łącząca wszystkich poliglotów. Rozumieją, że opanowanie języka wymaga czasu i systematyczności, a krótkie bezproduktywne „zrywy” nie zastąpią regularnego kontaktu z językiem. Jak zapewniają sobie ten kontakt? Przede wszystkim szukają okazji do ekspozycji na każdym kroku. Otaczają się językiem. Czytają teksty autentyczne, słuchają muzyki, nawiązują relacje z ludźmi, z którymi mogą się w danym języku komunikować. Większość poliglotów podkreśla wagę mówienia, rozmawiania z innymi. W języku obcym zaczynają mówić jak najwcześniej i starają się rozmawiać jak najczęściej. Przy czym podczas takich rozmów nie boją się popełniać błędów – wiedzą, że to nieodzowny element nauki.

Poligloci są cierpliwi, nie zniechęcają się porażkami, ale za to cieszą z nawet najmniejszych sukcesów, bo wiedzą, że nauka języka jest procesem. A proces wymaga czasu.

Dostrzeganie podobieństw

Poliglota nigdy nie uczy się nowego jezyka „od zera”. Ma świadomość tego, że poszczególne języki nie są zawieszone w próżni. Wręcz przeciwnie – wszystkie języki świata łączy pozornie ulotna siatka powiązań i podobieństw, analogii, które można dostrzec nawet pomiędzy bardzo od siebie odległymi systemami komunikacji werbalnej. Analogie możemy znaleźć na poziomie leksyki, dostrzegając podobne słownictwo, ale też w strukturach gramatycznych, brzmieniu języka lub po prostu w jego logice. Dlatego w procesie nauki każdego kolejnego języka zawsze mamy możliwość wykorzystania tego, czego już nauczyliśmy się o innych.

Jeżeli znasz francuski lub hiszpański, nauka innych języków należących do tej samej lingwistycznej rodziny, np. włoskiego lub portugalskiego, przyjdzie ci z łatwością. Jeżeli mówisz po duńsku, bez większego trudu opanujesz pozostałe języki północnogermańskie: norweski czy szwedzki. Z kolei znajomość polszczyzny otwiera przed tobą cały szeroki świat języków słowiańskich: od czeskiego po ukraiński czy serbski. Kiedy w ramach nauki serbskiego opanujesz cyrylicę, bez większych problemów przyjdzie ci nauka alfabetu greckiego.

Analogie i podobieństwa do tego, co już znamy, możemy napotkać nawet w przypadku języków bardzo nietypowych lub izolowanych – czyli niespokrewnionych z żadnym językiem współczesnym. Świetnym przykładem jest baskijski, teoretycznie nieprzypominający żadnego innego języka na świecie, ale… ze względu na swoją lokalizację geograficzną, baskijski jest wręcz nafaszerowany zapożyczeniami z francuskiego i hiszpańskiego, zwłaszcza jeżeli chodzi o słownictwo codzienne. Z kolei tak często przytaczany jako „do niczego niepodobny” fiński jest blisko spokrewniony z estońskim i węgierskim, które rządzą się podobną składnią (budową zdania) i fleksją (odmianą wyrazów), a ponadto znajdziemy w nim całe multum wyrazów zapożyczonych z angielskiego.

Swoją drogą, trudno sobie wyobrazić jakikolwiek współczesny język pozbawiony zapożyczeń z angielszczyzny. Anglicyzmy spotkamy przecież nawet w japońskim czy chińskim. Niespodzianka? Mam jeszcze jedną! Angielski i chiński mają w zasadzie ten sam szyk zdania: SVO, czyli Subject (podmiot) – Verb (czasownik) – Object (dopełnienie).

Jak widzisz, nawet języki bardzo od siebie odległe potrafią zaskoczyć podobieństwami – pod warunkiem, że jesteśmy na nie uważni.

To właśnie uważność i zdolność dostrzegania wzorców sprawiają, że nauka każdego kolejnego języka jest łatwiejsza. Szukanie podobieństw, analogicznych schematów, elementów wspólnych to dla poligloty nawyk. Czasem coś w gramatyce „działa podobnie jak po niemiecku”, a innym razem jakaś fraza przypomina coś z łaciny. Takie obserwacje to nie przypadek – to efekt świadomego, aktywnego uczenia się.

Czy każdy może zostać poliglotą?

Nie ma się co oszukiwać, niektórym jest łatwiej. Z badań naukowych i statystyk jasno wynika, że poliglotami częściej zostają ludzie wychowani w środowisku dwu- lub wielojęzycznym. Na przykład ankieta przeprowadzona w 2020 roku podczas The Polyglot Conference w grupie ponad 200 poliglotów wykazała, że 65–70% z nich dorastało w środowisku, gdzie mówiło się więcej niż jednym językiem, podczas gdy pozostałe 30-35% badanych uczyło się języków na późniejszych etapach życia.

Niemniej jednak, większość z najsłynniejszych poliglotów, jak Kato Lomb, urodziła się w rodzinach monolingwalnych. Zatem dwu- czy trójjęzyczne wychowanie może dawać przewagę w nauce kolejnych języków, ale nie jest warunkiem koniecznym do ich opanowania. Owszem wielojęzyczne dzieci zyskują na starcie pewną przewagę: łatwiej przełączają się między różnymi systemami komunikacji werbalnej i przede wszystkim nie odczuwają lęku przed porozumiewaniem się w różnych językach. Jednak tak jak wychowanie w dwujęzycznej rodzinie nie oznacza, że automatycznie zostaniemy poliglotami, tak wychowanie w rodzinie jednojęzycznej nie oznacza, że nimi zostać nie możemy. Dlaczego? Dlatego, że czynnikami decydującymi są wytrwałość oraz umiejętność obserwacji i dostrzegania analogii, co oznacza, że poliglotą może zostać w zasadzie każdy. Pytanie tylko czy warto.

Ile języków warto znać?

Nauka dowolnego języka wymaga czasu. Czy na pewno mamy tak ogromne zasoby wolnego czasu, żeby ścigać się z samymi sobą o to ile języków jesteśmy w stanie opanować? Zdecydowanej większości z nas wystarczy znajomość jednego lub dwóch języków obcych – tych które wykorzystamy w pracy, podczas wakacyjnych wyjazdów lub kontaktów z rodziną czy znajomymi. W jakim stopniu powinniśmy znać te języki? To zależy od nas: naszych potrzeb i możliwości. Nie musimy się przecież uczyć na ocenę, nie musimy zdobywać certyfikatów. Wystarczy uczyć się dla siebie – żeby móc porozmawiać, zrozumieć, czytać, słuchać… albo po prostu po to, by zobaczyć, że się da. A czasem również po to, aby przekonać się, że o ile opanowanie nowego języka do pewnego poziomu może być stosunkowo proste, o tyle utrzymanie jego znajomości na tym samym poziomie przez lata bywa znacznie trudniejsze.

Zastanów się. Czy jest w ogóle fizycznie możliwe znać kilka lub kilkanaście języków na tyle dobrze, aby w dowolnym momencie naszego życia sięgnąć po każdy z nich i swobodnie się w nim komunikować? Ludzki mózg nie działa na zasadzie pudełka, do którego raz coś włożymy i to coś na zawsze w nim pozostanie. Jeżeli chcemy mieć aktywny dostęp do danej informacji, musimy ją nieustannie odświeżać. Tak jest na przykład z budową pierwotniaka lub datami wojennych potyczek, których udało ci się nauczyć w szkole i pamiętać w dniu klasówki, a potem ani dnia dłużej. Nieprzypominane, nieużywane informacje to niewzmocnione połączenia w naszym mózgu. Takie niewzmocnione połączenia szybko ustępują miejsca tym, które wzmacniamy regularnie. To dlatego nie jesteś w stanie dogadać się po niemiecku, chociaż uczyłaś się tego języka w liceum. Dlatego też twój znajomy od lat mieszkający w Anglii i obracający się w wyłącznie anglojęzycznym środowisku, ma dzisiaj problem, aby wysłowić się precyzyjnie w swoim rodzimym języku polskim.

Nie daj się nabrać

W 1997 roku w chilijskiej telewizji wystąpił znany poliglota Ziad Fazah. Figurował w  Księdze Rekordów Guinnessa jako człowiek znający największą liczbę języków — deklarował znajomość aż 59. Podczas programu prowadzący i goście zadawali mu pytania po rosyjsku, grecku, chińsku, fińsku i w innych teoretycznie znanych mu językach. Fazah nie był w stanie odpowiedzieć na większość pytań, wielu z nich zupełnie nie rozumiał. Po programie tłumaczył się stresem i nieznajomością specyficznych akcentów, w jakich mówili uczestnicy programu. O ile nie można zaprzeczyć, że zarówno stres, jak i chociażby brak kontekstu mogą mieć przemożny wpływ na komunikację, o tyle ogromną rolę w tej sytuacji odegrały z pewnością również inne – bardziej przyziemne – czynniki. 

Warto zdać sobie sprawę, że wielu poliglotów deklaruje znajomość języka, mając na myśli kompletne podstawy lub wybiórcze umiejętności. Ktoś może potrafić całkiem nieźle czytać w danym języku, ale będzie miał trudności z mówieniem. Ktoś inny stosunkowo dobrze rozumie ze słuchu, ale nie jest w stanie na dobrą sprawę nic napisać. Inni deklarując znajomość języka mają na myśli stare, nieodświeżone umiejętności, które mogą w praktyce okazać się całkiem zapomniane, zwłaszcza po długiej przerwie. Jeszcze innym do ogłaszania, że „znają język” wystarczy nauczenie się podstawowych znaków w nowym systemie zapisu. Na przykład słynny włoski kardynał Giuseppe Mezzofanti, miał znać ponad 30 języków. W rzeczywistości wielu z nich używał tylko w piśmie lub znał jedynie podstawy. Nie jesteśmy dzisiaj w stanie zweryfikować geniuszu Mezzofantiego – zmarł nieomal 200 lat temu. 

Bądźmy szczerzy, większość poliglotów to po prostu ludzie z dużym ego, zazwyczaj znacznie większym niż ich rzeczywista znajomość języków czy językowy talent. Dlatego jeżeli porównujesz się do jednego czy drugiego, przestań. Nauka języków obcych to nie bieg przesz płotki, to po prostu droga do komunikacji.

Chcesz wiedzieć więcej i być na bieżąco z wszystkimi moimi radami, pomysłami, podpowiedziami, projektami oraz promocjami? Koniecznie polub mnie na Instagramie.

Może Cię również zainteresować...

Skąd się biorą poligloci?
Jeżeli uczysz się języka
Ania Barbarska

Skąd się biorą poligloci?

W 1909 roku, w niewielkim węgierskim miasteczku Pecs, urodziła się Kato Lomb. Wykształcenie akademickie dało jej doktorat z chemii, ale prawdziwą karierę Kato zrobiła dzięki

Czytaj więcej »

Dodaj komentarz