A właściwie to po co dzieciom szkoła?

Jest mi wstyd. Jest mi wstyd za ten rząd, za to ministerstwo edukacji, za te reformy. Jest mi wstyd za to jak wygląda szkoła w naszym kraju w XXI wieku. Ale najbardziej jest mi wstyd za rodziców, bo sama jestem rodzicem. I za nauczycieli, bo sama jestem nauczycielką.

Moje… twoje… nasze dzieci od trzech tygodni gniją w domach, u babć lub z nianiami i tabletami. Tracą kolejne godziny i dni nauki, usychają z nudów podczas tych nieplanowanych „wakacji”.

I okazuje się, że kwestią najważniejszą, fundamentalną, podstawową i przyćmiewającą wszystko inne są… egzaminy. Egzamin ósmoklasisty, egzamin gimnazjalny, egzamin maturalny. Czy się aby wszystkie na pewno odbędą?

A jak już się upewnimy, że egzaminy się jednak odbędą, to wszystko jest w najlepszym porządku, nauczyciele mogą sobie strajkować dalej, dzieci siedzieć w domach (lub u swoich rodziców w pracy). Mamy to wszyscy w głębokim D. Ważne, że egzaminy zdane.

Bo przecież celem nadrzędnym całego tego bajzlu zwanego edukacją jest zdawanie egzaminów, prawda?

Bo nasze dzieci nie chodzą do szkoły po umiejętności, po wiedzę, po myślenie, po integrację z rówieśnikami, po rozwój. O nie! One chodzą do szkoły – tych kilkanaście bitych lat – po oceny i procenty. Wystawione przez rodziców do konkursu jak pekińczyki na wystawie psów rasowych: może i będą mieć w przyszłości problemy z oddychaniem, ale za to jakie medale wygrywają.

Ten dzisiejszy strajk dotyka codziennych problemów edukacji, z których mniej lub bardziej zdajemy sobie wszyscy sprawę. Obnaża jednak również te problemy, na które wolimy przymknąć oczy, bo tkwią w nas samych. Bo walka z nimi wymagałaby od nas wszystkich wysiłku mentalnego.

Aby z tymi problemami walczyć, musielibyśmy się zastanowić po co nasze dzieci właściwie chodzą do szkoły i jak szkoła ma je przygotować do dorosłego życia. I musielibyśmy wszyscy (rodzice, nauczyciele, politycy) diametralnie zmienić nasz sposób myślenia o szkolnictwie.

Szanowni Państwo, własnie jako społeczeństwo tego pięknego nadwiślańskiego kraju oblewamy egzamin z edukacji.

Po co dzieci chodzą do szkoły?