5 najgorszych typów klienta na lekcjach indywidualnych

Zastanawiałam się długo jaki materiał przyda wam się w środku lata najbardziej i w końcu doszłam do wniosku, że… żaden. Zamiast nudzenia o materiałach, postanowiłam porozmawiać z wami o klientach, którzy przychodzą do nas na lekcje indywidualne. Bez cukrowania, bo w końcu mamy wakacje i  wcale nie musimy być mili ani uprzejmi. Większości naszych uczniów nie ma w pobliżu, więc spokojnie możemy ich trochę poobgadywać. Przed wami mój subiektywny wybór najgorszych typów klienta na zajęciach indywidualnych.

Uwaga!

Lista obejmuje wyłącznie typy kursantów dorosłych. Nie znajdziecie na niej znudzonych nastolatków wysłanych na angielski przez rodziców „za karę”, ani sześciolatków z ADHD. Dzieci zmiotłyby wszelką konkurencję i nie pozostawiłyby pola do popisu niesfornym dorosłym. Właśnie dlatego, chociaż nie tylko, od wielu już lat nie pracuję z dziećmi. Tym samym niewiele man na ich temat do powiedzenia. Ale na temat dorosłych…. Oni też potrafią nieźle na lekcji, w kursie i w głowie nauczyciela namieszać 😉

Zaczynamy od najgorszego…. 

1. Wymagający-wszystkowiedzący

Ostrzegawczy tekst na dzień dobry: Uczyłem się tu, uczyłem się tam, uczyłem się wszędzie gdzie się da, ale jak do tej pory wszystkie kursy, wszystkie szkoły i wszyscy nauczyciele okazywali się beznadziejni.

Ulubione zdanie: To mi się do niczego nie przyda.

Miłe złego początki. Kursant sam precyzyjnie określa swój poziom i konkretnie przedstawia swoje oczekiwania. Nie daj się jednak zwieść pozorom. Precyzyjnie określony poziom będzie najprawdopodobniej poziomem o dwa oczka zawyżonym, a wydawałoby się realistyczne oczekiwania okażą się niespełnialne, tzn. ty mylisz, że je spełniasz, a kursant na to, że niezbyt satysfakcjonująco. Już na drugich zajęciach klient zacznie cię pouczać jak powinnaś (powinieneś) prowadzić zajęcia, z urażoną miną oświadczy, że tych słówek to się uczyć nie będzie, bo są zupełnie nieprzydatne i wyrazi pretensję, że jeszcze nie zaczęliście Past Perfectu. Dowiesz się dosyć szybko od Wymagającego-wszystkowiedzącego, że najlepszą metodą nauki języków jest rycie podręczników do gramy wte i wewte i w żaden sposób nie dasz rady go przekonać, że „jeżeli ryjesz podręczniki do gramy od dwudziestu lat, a wciąż nie umiesz zamówić makaronu w restauracji, to Heloł! chyba jakaś niezbyt skuteczna ta twoja metoda nauki”.

Przy odrobinie szczęścia wasze drogi rozejdą się równie szybko jak się zeszły. I dobrze. Kursant Wymagający-wszystkowiedzący tak naprawdę nie potrzebuje nauczyciela, zwłaszcza tak „niekompetentnego” jak ty. Lepsze efekty uzyska ucząc się samodzielnie. Przerobi sam z podręcznika wszystkie ćwiczenia na Participle Clauses oraz wykuje na pamięć fiszki z poziomu Advanced i… wciąż nie będzie umiał zamówić makaronu w restauracji.

2. Zdecydowana.... albo jednak nie

Ostrzegawczy tekst na dzień dobry: Jestem osobą, która wie czego chce.

Ulubione zdanie: Mam małą prośbę.

Zdecydowana, podobnie jak Wymagający-wszystkowiedzący, pojawi się u ciebie z listą bardzo konkretnych oczekiwań i planem zdobycia certyfikatu X przed końcem roku.

Już na pierwszych zajęciach dowiesz się, że certyfikat musi na liście priorytetów ustąpić miejsca przygotowaniom do wygłoszenia superważnej prezentacji w pracy. Zanim jednak skończysz walczyć z prezentacją, okaże się, że twoja kursantka ma problemy z korespondencją i chciałaby poćwiczyć pisanie maili. Wiesz, to pisanie jest takie nudne – mówi już na kolejnych zajęciach – może lepiej zróbmy sobie konwersacje. A pod koniec konwersacyjnych zajęć powie, że mówienie przez całą godzinę jest jednak dla mnie zbyt męczące, czuję się taka wyczerpana. Wolałabym zrobić generalną powtórką słownictwa…

Wasza wspólna przyszłość jest niepewna: może będziecie przerabiać język biznesu, a może poćwiczycie słuchanie ze zrozumieniem. A może Zdecydowana zdecyduje, że bardziej od angielskiego w obecnej sytuacji życiowej przyda jej się norweski albo kurs baristyczny, albo kurs szydełkowania…

najgorsze typy uczniów na zajęciach indywidualnych

3. Whatever...

Ostrzegawczy tekst na dzień dobry: Bo ja to mam problem, żeby tak sobie normalnie pogadać z tymi obcokrajowcami.

Ulubione zdanie: I don’t know.

Testy gramatyczne rozwalone na B2. Klientka chce gadać. Wydawałoby się sytuacja idealna: konwersacje, czyli minimum przygotowań, maksimum dobrej zabawy.

To zaczynasz.

How are things? – pytasz. Kursantka: OK.

Próbujesz dalej: It’s hot outside, isnt’ it? Kursantka: Yes.

Nic to, masz przygotowany temat z niusów: Have you heard…..? Do you think they will….? Kursantka: I don’t know.

Nie szkodzi. Jest jeszcze niezawodny temat o podróżach: Where are you going on holiday this summer? Kursantka: I don’t know. Where would you like to go? – nie poddajesz się. Kursantka: Eeee…I don’t know.

Nie z tobą takie numery. Przygotowujesz listę możliwych tematów do rozmowy celem ustalenia, co dla pani Whatever będzie  interesujące wystarczająco, żeby wydusiła z siebie więcej niż trzy słowa. Od buddyzmu, przez garsonki Angeli Merkel, po analizę rynków finansowych – ty możesz gadać o wszystkim, byleby klientka miała cokolwiek na ten temat do powiedzenia. A ona… nic.  A może sama by coś zasugerowała? Może coś ją ostatnio zainteresowało? Odpowiedź oczywiście brzmi… I don’t know.

Czy Whatever nauczy się konwersować po angielsku?  W jakimkolwiek języku? Nie widzisz szans.

4. Zagadywacz

Ostrzegawczy tekst na dzień dobry: Zależy mi na gruntownej powtórce całego materiału.

Ulubione zdanie: Nie zgadniesz co mi się dzisiaj przytrafiło!

Podobnie jak w pozostałych przypadkach początki wyglądają obiecująco. Klientka na szacownym poziomie C1 lub B2, mocne B1 najmarniej. Pragnie ugruntować wiedzę, której nigdy – jak mówi – systematycznie okazji powtórzyć nie miała. A zatem… przygotowujesz materiały… dużo materiałów. Nie łudź się jednak. Przygotowanych materiałów nie zdołasz dzisiaj wykorzystać nawet w dziesięciu procentach.

Dlaczego? A dlatego, że zapytałaś co słychać albo rzuciłeś standardowy temat na pierwsze zajęcia, typu Friends and family. Zagadywacz jest dokładnym przeciwieństwem Whatever. Każdy temat, wzmianka, słowo, struktura gramatyczna – wszystko prowokuje dwudziestominutową wypowiedź, anegdotę lub dygresję. Mówisz Reykjavik – była na Islandii dwa lata temu i chętnie opowie. W artykule pojawia się gonorrhoea – niechybnie zna kogoś, kto to złapał, a jak nie to chociaż żart na ten temat opowie. Trzymasz buzię na kłódkę, z niczym się nie wychylasz, to się okazuje, że mąż do domu na noc nie wrócił… i co najmniej godzina zajęć z głowy. Z tym walczyć się nie da. Można się tylko poddać i przyjąć, że prowadzisz świetne konwersacje.

najgorsze typy uczniów na zajęciach indywidualnych

5. Podrywacz

Ostrzegawczy tekst na dzień dobry: Oooo! Widzę, że same ładne dziewczyny tu pracują!

Ulubione zdanie: Ale następnym razem to pani bluzeczkę z mniejszym dekoltem założy, bo się człowiek nie może skoncentrować.

Ech.. sympatyczni panowie na zajęciach. Tak bardzo im zależy na podszkoleniu języka. Zaangażowani, wsłuchani, chętnie i dużo opowiadający o sobie. A ty jakoś podskórnie czujesz już na pierwszej lekcji, że nie masz ochoty przejść na „ty” – skracanie dystansu nie zawsze jest dobrym pomysłem.

Lubi pani sport prawda? – zagaja kursant i nie czekając na odpowiedź kontynuuje – Taka figura to z pewnością na siłowni wypracowana.

Drugie zajęcia to już wystarczający stopień zażyłości, aby zadać lektorce kluczowe pytanie: Pani Aneczko, a nie chciałaby pani tak na kawę czasem wyskoczyć? W wersji luksusowej: A może by tak kieliszeczek Prosecco ?

Perspektywy edukacyjne? No cóż… W zasadzie od samego początku wiesz, że pan – dajmy na to – Zbyszek – ma inne priorytety. Już za tydzień będzie stalkował nową lektorkę.

Kto jest best winy, niech pierwszy rzuci kamieniem

To nie jest tak, że się naśmiewam z niewinnych kursantów czy korepetytantów. No może trochę 😉

Ale prawdą jest, że mało kto ma w pracy tak dużo kontaktu z ludźmi, jak nauczyciel. W przypadku zajęć indywidualnych ten kontakt jest bardzo intensywny, a nawet intymny. Czasami znamy naszych uczniów – z ich radościami i zmartwieniami, problemami i marzeniami – lepiej niż wielu spośród ich bliskich. Mamy okazję i niejako musimy obserwować, analizować. I spostrzeżenia nasuwają się różne, czasem w postaci mniej lub bardziej słusznych szufladek.

W takiej szufladce może się znaleźć każdy z nas. Moja lektorka włoskiego z całą pewnością opowiedziałaby wam jakim strasznym jestem Zagadywaczem 😉

A jakie są wasze doświadczenia?

Odnaleźliście w tym wpisie swój najbardziej nielubiany typ klienta? Przychodzą wam do głowy jakieś inne?